Sztuka po amerykańsku
Wysłany przez Marcin Styczeń on 2012-05-16 at 10:11
Podczas mojej ostatniej trasy koncertowej po USA, udało mi się zobaczyć występ Johna Michaela Talbota, legendy muzyki chrześcijańskiej. Koncert odbył się w małym kościółku w miejscowości Frederic pod Waszyngtonem. Jak na środek tygodnia, publiczność dopisała, było około dwustu pięćdziesięciu osób. Talbot jest świeckim mnichem franciszkańskim. Nosi brązowy habit, długą brodę, ale ma żonę, która chodzi w takim samym habicie jak on. Kiedy on daje koncert, ona w przedsionku kościoła siedzi przy stole z płytami i sobie czyta, czeka na publiczność po koncercie.
On w tym czasie daje show, bo w Ameryce wszędzie, nawet w kościele musi być show. Co to znaczy? Nie wystarczy śpiewać. Trzeba opowiadać dowcipy, wciągać publiczność w dialog, a nawet zmusić ją do machania rękami, chwytania się za ręce, i tak dalej... Kochani, to naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza, że Talbot ma dar, pięknie śpiewa, świetnie gra na gitarze i doskonale nawiązuje kontakt z publicznością. Opowiada o swojej drodze do wiary, o swojej rodzinie. Mówi na przykład: mój ojciec był kalwinem, wierzył w predestynacje, czyli, że z góry jesteś skazany na zbawienie albo potępienie, a matka była zwolenniczką wolnej woli, rozumiecie więc, że ja nie mogłem być normalny... Cała sala wybucha śmiechem. Chociaż to nie kabaret, a kościół. Dlatego jest też miejsce na zadumę, modlitwę, medytację. Można powiedzieć koncert doskonały. Ale pod koniec pojawił się jeszcze jeden element, niespotykany na polskich koncertach. Otóż wszyscy myśleli, że koncert jest za darmo, bo przed wejściem nie było żadnych biletów. Pod koniec koncertu Talbot zrobił jednak dziesięciominutowy wykład na temat wspierania dzieł, które są dla nas ważne. Tłumaczył więc, jeśli zależy wam na mnie, na mojej twórczości musicie zapłacić. "Zapytacie: ile? Generalnie takie koncerty w USA kosztują od 20 do 30 dolarów, więc nie mniej". I został puszczony koszyk, do którego ludzie jak na ofiarę zaczęli wrzucać pieniądze. Publiczność amerykańska nie widziała w tym nic zdrożnego, ale Polacy, którzy zaprosili mnie na ten koncert byli trochę zażenowani. Ja też byłem trochę skonfundowany, ale pomyślałem, taka jest Ameryka, o swoje trzeba walczyć i to retorycznie, argumentami. Więc nie dość, że zapłaciłem ze koncert, to jeszcze kupiłem 4 płyty:) Talbot mnie przekonał:)
On w tym czasie daje show, bo w Ameryce wszędzie, nawet w kościele musi być show. Co to znaczy? Nie wystarczy śpiewać. Trzeba opowiadać dowcipy, wciągać publiczność w dialog, a nawet zmusić ją do machania rękami, chwytania się za ręce, i tak dalej... Kochani, to naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza, że Talbot ma dar, pięknie śpiewa, świetnie gra na gitarze i doskonale nawiązuje kontakt z publicznością. Opowiada o swojej drodze do wiary, o swojej rodzinie. Mówi na przykład: mój ojciec był kalwinem, wierzył w predestynacje, czyli, że z góry jesteś skazany na zbawienie albo potępienie, a matka była zwolenniczką wolnej woli, rozumiecie więc, że ja nie mogłem być normalny... Cała sala wybucha śmiechem. Chociaż to nie kabaret, a kościół. Dlatego jest też miejsce na zadumę, modlitwę, medytację. Można powiedzieć koncert doskonały. Ale pod koniec pojawił się jeszcze jeden element, niespotykany na polskich koncertach. Otóż wszyscy myśleli, że koncert jest za darmo, bo przed wejściem nie było żadnych biletów. Pod koniec koncertu Talbot zrobił jednak dziesięciominutowy wykład na temat wspierania dzieł, które są dla nas ważne. Tłumaczył więc, jeśli zależy wam na mnie, na mojej twórczości musicie zapłacić. "Zapytacie: ile? Generalnie takie koncerty w USA kosztują od 20 do 30 dolarów, więc nie mniej". I został puszczony koszyk, do którego ludzie jak na ofiarę zaczęli wrzucać pieniądze. Publiczność amerykańska nie widziała w tym nic zdrożnego, ale Polacy, którzy zaprosili mnie na ten koncert byli trochę zażenowani. Ja też byłem trochę skonfundowany, ale pomyślałem, taka jest Ameryka, o swoje trzeba walczyć i to retorycznie, argumentami. Więc nie dość, że zapłaciłem ze koncert, to jeszcze kupiłem 4 płyty:) Talbot mnie przekonał:)