Złote myśli znad oceanu
Wysłany przez
Marcin Styczeń on 2010-09-01 at 05:13
W to deszczowe popołudnie przenoszę się myślami do słonecznej Hiszpanii, gdzie byłem na wakacjach. Teraz moje wspomnienia mają coś ze snu, dodajmy pięknego snu. Dociera to do mnie dopiero teraz, gdy za oknem ciemno, zimno i leje jak z cebra. Wyobraźcie sobie wyspę Cies na Oceanie Atlantyckim z najpiękniejszą plażą na świecie, z pięknymi klifowymi wybrzeżami i wodę czystą jak łza o kolorze przechodzącym od turkusu do granatu. Teraz myślę sobie - raj. Ale wtedy z wrodzonym malkontenctwem powiedziałem napotkanemu Hiszpanowi - pięknie tutaj, ale woda w oceanie jest przeraźliwie zimna. On się uśmiechnął i odpowiedział - przyjacielu, wszystko nie jest możliwe...
Oswajanie z Bogiem
Wysłany przez
Marcin Styczeń on 2010-08-31 at 09:11
W czasie naszego dzisiejszego spotkania z Ernestem Bryllem rozmawialiśmy między innymi o miejscach świętych, które chcielibyśmy odwiedzić. Ja tydzień temu wróciłem z pieszej pielgrzymki do Santiago de Compostela, teraz myślę o Jerozolimie. Tymczasem Bryll chciałby się wybrać do włoskiego Manopello, gdzie znajduje się wyjątkowa relikwia - chusta Weroniki, na której odcisnęło się oblicze Chrystusa, idącego drogą krzyżową. Zapytałem go dlaczego właśnie tam. Odpowiedział, że chce zacząć oswajać się z twarzą Jezusa i jednocześnie dać szanse Jezusowi, żeby oswoił się z jego twarzą...
Koncert w więzieniu
Wysłany przez
Marcin Styczeń on 2010-08-30 at 07:57
W sobotę rano grałem koncert w Areszcie Śledczym w Hajnówce. Było to naprawdę trudne, ale i ciekawe doświadczenie. Początkowo miałem zagrać na dziedzińcu aresztu dla wszystkich więźniów. Jednak z powodu padającego deszczu koncert odbył się w maleńkiej świetlicy więziennej. Zgromadziło się tam około 50 osadzonych, dodatkowo na korytarzu ustawiliśmy jeden głośnik, dzięki czemu koncertu słuchali też więźniowie z cel znajdujących się na tym samym piętrze. Bałem się tego koncertu. Bo co powiedzieć ludziom, których doświadczenie życiowe jest skrajnie różne od mojego, bardziej dramatyczne i brutalne. Ale zacząłem od takiej refleksji, że ludzie którzy realizują w życiu ciemną stronę swojej osobowości, gdzieś głęboko w sercu tęsknią za jasną stroną. To trochę tak jak pisał Antohny de Mello w "Przebudzeniu": "Ilekroć rozmawiam z prostytutkami zawsze mówią o Bogu, ilekroć rozmawiam z księżmi, zawsze mówią o seksie". Ludzie tęsknią za "cieniem", mówiąc językiem Junga, czyli za realizacją najczęściej nieświadomych pragnień. Zacząłem więc od tej refleksji, a następnie zagrałem kilka swoich starych piosenek, tych bardziej egzystencjalnych i mrocznych: "To nic, że boli", "On, czyli ja", i "Róże". Zostały one bardzo dobrze przyjęte. Kilkakrotnie zdarzyło mi się w czasie śpiewania patrzeć w oczy różnych więźniów i muszę powiedzieć, że nie było to dla mnie bardzo trudne, bo była w nich prawda. Nie wiem, czy wszystko, co śpiewałem i mówiłem do nich trafiło, ale miałem poczucie, że przynajmniej z niektórymi osobami złapałem porozumienie na głębszym poziomie. A nie były to aniołki. Jak mówił mi dyrektor więzienia: to łobuzy, często z wyrokami 25 lat pozbawienia wolności. Po koncercie jednak serdecznie dziękowali. Od razu przypomniała mi się płyta Johnny'ego Casha "At Folsom Prison" nagrana w więzieniu Folsom w USA, uznawana za jedną z najlepszych płyt nagranych na żywo. Może kiedyś...
Chory na wszystko
Wysłany przez
Marcin Styczeń on 2010-08-29 at 08:56
Ostatnio kolega polecił mi płytę formacji Strachy na Lachy. To projekt lidera nieistniejącej już Pidżamy Porno - Grabaża, jednego z najzdolniejszych śpiewających współczesnych poetów. Dawno nie słyszałem tak dobrych, choć gorzkich tekstów. Godna polecenia jest zwłaszcza pierwsza piosenka "Chory na wszystko". Najbardziej wbiła mi się w głowę ostatnia zwrotka: "Nigdy nie będziemy jak Bonny i Clyde - ani orłem ani reszką. Będziemy jak ten deszczowy maj, jak ci wszyscy brzydcy ludzie z Tesco".
Pewnie dlatego, że bardzo lubię ten film z młodziutką wtedy, ale niezwykle zmysłową Faye Dunaway i Warrenem Beattym. I to zderzenie z Tesco tym bardziej boli. Ale prawda oczyszcza.
Co z tą metaforą?
Wysłany przez
Marcin Styczeń on 2010-07-12 at 03:04
Wczoraj wybrałem się na spływ kajakowy Wkrą. Chciałem uciec od zgiełku miasta. Pobyć w ciszy na łonie natury. Udało się tylko połowicznie. Bo nad Wkrę ściągnęli wszyscy okoliczni mieszkańcy i działkowcy. A oni chcieli się tylko trochę ochłodzić i cisza im do szczęścia nie była potrzebna. Może boli, może niepokoi, może denerwuje, tego jeszcze nie odkryłem. Dlatego nad brzeg rzeki obowiązkowo każdy przytaszczył ze sobą sprzęt grający. I to grający głośno. Nie ważne jednak jak tylko co. Z głośników poleciała piosenka z takim tekstem:
Wódka i seks, impreza już rozkręca się
Kto nie lubi seksu, wódki
Ten poczuje nudy skutki
To cały tekst tej piosenki. Nie wiadomo: śmiać się czy płakać? Ja poczułem nagle tęsknotę za, jak się dzisiaj okazuje, bardziej subtelną metaforą discopolową. Jak choćby słynne: „Bara, bara, bara, riki tiki tak, jeśli masz ochotę daj mi jakiś znak”. Ale jak widać nadeszły czasy prozy, prozy życia dość nudnego.